niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdzial 2 Przygotowania

- Kosmaaa, a pożyczysz żel do włosów?
- Taa, ale nie zużyj całego...
 I tak od godziny, bo jak się okazało mój braciszek nie jest w ogóle przygotowany na bal. No może nie w ogóle, ponieważ garnitur ma... Ale tylko to.
- Kosmaa? - zaczął znowu.
- Remus! Tak możesz i przestań w końcu! Też muszę się przygotować, wiesz?
- Ale ja chce cię zapytać o coś innego... Jak wyglądam? - mówiąc to wszedł do mojego pokoju. Zmierzyłem go wzrokiem.

 Buty wypastowane - plus. Spodnie nie po wymiętolone - plus. Koszula czysta - plus. Marynarka też w porządku tak samo jak krawat. Z twarzą bywało gorzej ale fryzura...

- Stary ty chyba nigdy żelu do włosów nie używałeś!
- Co ? Aż tak źle?! - przeraził się braciszek
- Aż tak źle nie... Ale wyglądasz jak lizus. Chodź tu. - przyciągnąłem go do siebie i roztrzepałem mu włosy leżącym niedaleko ręcznikiem zgarniając nadmiar żelu. Następnie przeczesałem je ręką. Lepiej, o niebo lepiej.
- Teraz może być - powiedziałem.
- Dziękuje duży bracie. - to powiedziawszy wybiegł z pokoju zobaczyć się w lustrze.
Spojrzałem na zegarek. Za dziesięć minut szesnasta. Poszedłem do łazienki oceniać jak wyglądam. Wydaje mi się, że dobrze. Sięgnąłem po wodę kolońską i się spryskałem. Taak, teraz jestem gotów.

- Wychodzę mamo! - zawołałem
- Pa synku baw się dobrze - usłyszałem w odpowiedzi
- Pa Kosma! - wykrzyknął Remus
- Tsa ale wiesz, że ty już powinieneś wychodzić! - Idiota, zegarka nie ma?
- O kurde! Faktycznie! - wykrzyknął i zaczął biegać jak opętany
- Spokój! Jesteś gotowy. Nie panikuj i nie martw się, będzie dobrze. Weź głęboki wdech ... i wydech.- mowa mamy potrafi zdziałać cuda.
- Dzięki mamo. To co idziemy? - zaśmiałem się widząc jego entuzjazm.
- Tak chodźmy  - powiedziałem i wyszliśmy z domu.

- Mamy cztery minuty, musimy się pośpieszyć - mruknął Remus - Jak wyglądam? A jeżeli się ośmieszę? Kurdeee.... Czemu kobiety nie mają instrukcji obsługi, czasami mam wrażenie, że cokolwiek nie powiem, cokolwiek nie zrobię to i tak będzie źle
- Po pierwsze to ty musisz się pośpieszyć, nie ja. Po drugie za dwie minuty będziemy na miejscu, więc będziesz idealnie na czas. Po trzecie wyglądasz dobrze ile razy mam ci to powtarzać? I nie ośmieszysz się - chyba dodałem w myślach - A co do kobiet... One nigdy nie będą mieć instrukcji i musisz się przyzwyczaić, bo tak już jest. Tak cokolwiek zrobisz to niewłaściwie i na odwrót niż ona by chciała. - powiedziałem śmiejąc się pod nosem.
- A ty się nie stresujesz?
- Ja? Ja mam jeszcze półgodziny. I idę na bal z najlepszą przyjaciółką, więc ryzyko, że powiem coś głupiego jest...hmm wysokie ale, że się ośmieszę minimalne.
- A oświadczysz się Marice? - zapytał nagle
- Co?! - tym pytaniem zbił mnie z tropu. - Słucham?
- No myślałem, że jak się tak dobrze dogadujecie i w ogóle to, że się z nią może ożenisz i... - zaczął Remi
- Nie! - uciąłem ostro

Nigdy nie ożenię się z Mariką. Nie dlatego, że mi się nie podoba. Jest śliczna. Kocham ją całym sercem ale nie w tym sensie. Poza tym ona wie o Lukrecji i o tym, że w tej elficy jestem zakochany
na zabój.

- Już jesteśmy. - powiedział brat przywołując mnie do rzeczywistości
- No to powodzenia - klepnąłem go w plecy. Równo szesnasta Rox powinna być zadowolona. Mam około trzydziestu minut aby dotrzeć do domu Mariki.

Myśląc o tym co powiedział Remus dotarłem na miejsce nawet nie wiedząc kiedy. 16:15. Cóż... trudno. Zapukałem do drzwi.

- O witaj Kosma. Przed czasem. Herbaty? - otworzyła mi mama Mariki. Bardzo lubię tą kobietę. Mimo, że była starsza od mojej mamy była bardzo aktywna, wszędzie gdzie tylko mogła pomagała, a to wolontariuszom rozdawać ubrania dla ubogich albo ciastka... Zawsze tryskała pozytywną energią.
- Dzień dobry. Tak się jakoś złożyło. Tak poproszę. - powiedziałem i przytuliłem ją.
- Marika! Kosma przyszedł!
- Jak zwykle przed czasem! - odpowiedziała dziewczyna
- Sory ale odprowadzałem brata i tak jakoś wyszło - krzyknąłem
- O to Remi z kimś idzie?
- Taa z Rox.
- Z Roxaną? - usłyszałem niedowierzanie w jej głosie.
- Chodzi o tą śliczną blondynkę co mieszka dwie przecznice stąd?- zapytała pani Fryda, bo tak mama Mariki miała na imię.
- Tak proszę pani, właśnie z nią mój brat idzie na bal.
- Ma chłopak szczęście, to naprawdę piękna dziewczynka.
- Raczej ma wspaniałego brata. - mruknąłem tak aby nie usłyszała co akurat nie było zbyt trudne.
- Jestem gotowa - powiedziała Marika schodząc po schodach,
- Łaał... Wyglądasz przecudoślicznięknie! - wykrzyknąłem
- Kosma ale wiesz, że takie słowo nie istnieje! - zaśmiała się dziewczyna
- Ale tylko ono i nawet nie do końca potrafi określić twój wygląd. - Jej sukienka odbiegała od klasyki i normy. Czarna góra, dekolt w kształcie serduszka.Wysoki stan. I sięgająca ziemi tiulowa turkusowa spódnica. Dopełniał ten strój śliczny czarny pasek - CUDO! Wyglądasz cudnie!

- Taak? No właśnie oto mi chodziło. To co, gotowy?  Idziemy?
- Jasne! - dopiłem herbatę, która była pyszna i złapałem Marikę pod rękę.

No to na bal....





ode mnie: Tak wiem, że mnie długo nie było. Przepraszam ale postaram się od dzisiaj dodawać systematycznie co dwa tygodnie.